Program

Poniedziałek 20 X 2014

9.00

START REJESTRACJI UCZESTNIKÓW

(rejestracja w trybie ciągłym)
Powitalna kawa
10.00-11.00

SESJA OTWIERAJĄCA

Andrzej Wyrobiec, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego,
Marek Sowa, Marszałek Województwa Małopolskiego,
Joanna Orlik, Dyrektor Małopolskiego Instytutu Kultury,
Izabela Helbin, Dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego
W drugiej części sesji otwierającej wykład wprowadzający wygłosi Tadeusz Bartoś
11.00-12.30
Panel ETOS/EKONOMIA
Z udziałem: ks. Adama Bonieckiego, Elżbiety Mączyńskiej, Andrzeja Starmacha
Prowadzenie Jacek Żakowski
12.30-13.00 Przerwa kawowa
13.00-14.30 Rozmowy ETOS/EKONOMIA
Alek Tarkowski – spotkanie
Robert Piaskowski – spotkanie
Magdalena Sroka – spotkanie
Łukasz Poniński – spotkanie
Jacek Żakowski – spotkanie
Stanisław Mazur – spotkanie
Anna Karwińska – spotkanie
Rafał Kasprzak – spotkanie
Małgorzata Szczurek – spotkanie
Mariusz Wróbel – spotkanie
14.30-15.30 Lunch
15.30-17.00
Panel DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA
Z udziałem: Jerzego Halbersztadta, Jana Sowy, Jacka Purchli
Prowadzenie Michał Olszewski
17.00-17.15 Przerwa organizacyjna
17.15-18.45 Rozmowy DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA
Jan Sowa – spotkanie
o. Bernard Sawicki – spotkanie
Janusz Makuch – spotkanie
Katarzyna Bik – spotkanie
Michał Niezabitowski – spotkanie
Bartosz Szydłowski – spotkanie
Ewa Łączyńska-Widz – spotkanie
Antoni Bartosz – spotkanie
Zuzanna Stańska – spotkanie
Leszek Jodliński – spotkanie
18.45-19.15 Aperitif
  Wieczór klubowy
19.15-20.30 Koncert kapeli Muzykanci
(Joanna i Jan Słowińscy, Alicja i Jacek Hałasowie). Podróż w czasie i przestrzeni, śladami wiejskich grajków, cygańskich taborów i klezmerskich orkiestr
lub
19.15-22.50 Wieczór filmowy
Cargo (reż. Sławomir Mateja, Tomasz Bochniak) film animowany, 15 min; Penderecki. Droga przez labirynt (reż. Anna Schmidt), film dokumentalny, 87 min; TOTO (reż. Zbigniew Czapla) film animowany, 12 min; Lekarze (reż. Tomasz Wolski) film dokumentalny, 82 min
 
 
 
11.15-12.45
Panel PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ REGIONALNA/PRZEMYSŁ FILMOWY cz. I
Agnieszka Odorowicz:
"Polski Instytut Sztuki Filmowej i regionalne fundusze filmowe. Finansowanie kinematografii w Polsce 2005-2014",
Krzysztof Markiel, Magdalena Sroka:
"Samorządy a przemysł filmowy – wsparcie jako wybór czy wybór jako wsparcie?",
Prowadzenie Anna E. Dziedzic
12.45-13.00 Przerwa kawowa
13.00-15.00
Panel PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ REGIONALNA/PRZEMYSŁ FILMOWY cz. II
Michael Gubbins:
"Europejski przemysł audiowizualny. Problemy, wyzwania, doświadczenia” (tłumaczenie symultaniczne z j. angielskiego),
Alicja Grawon-Jaksik:
"Bilans rozwiązań, bilans korzyści. Wspieranie przemysłu filmowego w Polsce",
Ewa Jastrzębska, Agnieszka Kurzydło:
"Okiem producenta – finansowanie produkcji filmowej",
Prowadzenie Anna E. Dziedzic
15.00-16.00 Lunch

Wtorek 21 X 2014

9.00 START REJESTRACJI UCZESTNIKÓW (rejestracja w trybie ciągłym)
Powitalna kawa
9.30-11.00
Panel WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA
Z udziałem: Mirosława Filiciaka, Zofii Gołubiew, Marii Anny Potockiej, Marka Sowy
Prowadzenie: Katarzyna Kubisiowska
11.00-11.15 Przerwa organizacyjna
11.15-12.45 Rozmowy WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA
Bogna Świątkowska – spotkanie
Joanna Nawrocka – spotkanie
Marta Białek-Graczyk – spotkanie
Ewa Zbroja – spotkanie
Adam Hajduga – spotkanie
Agata Wąsowska-Pawlik – spotkanie
Beata Kwiecińska/Maciek Dąbrowski – spotkanie
Waldemar Jan – spotkanie
Łukasz Gaweł – spotkanie
Joanna Talewicz-Kwiatkowska – spotkanie
12.45-13.45 Lunch
13.45-16.15 SESJA PODSUMOWUJĄCA
Z udziałem: Anny E. Dziedzic, Katarzyny Kubisiowskiej, Łukasza Gazura, Magdaleny Sroki
Moderatorami będą Justyna Nowicka z Radia Kraków oraz Krzysztof Markiel, Dyrektor Departamentu Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Małopolskiego

Zapalniki dyskusji

 

Sesja otwierająca

Andrzej Wyrobiec, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego,
Marek Sowa, Marszałek Województwa Małopolskiego,
Joanna Orlik, Dyrektor Małopolskiego Instytutu Kultury,
Izabela Helbin, Dyrektor Krakowskiego Biura Festiwalowego.

W drugiej części sesji otwierającej wykład wprowadzający wygłosi Tadeusz Bartoś

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 10.00-11.00
Sala widowiskowa, MOS

 

Panel ETOS/EKONOMIA

Z udziałem: ks. Adama Bonieckiego, Elżbiety Mączyńskiej, Andrzeja Starmacha
Prowadzenie Jacek Żakowski

 

Istnieje przekonanie, że ekonomia wymaga autonomii, nie musi więc ulegać „wpływom” o charakterze moralnym. Według katolickiej nauki społecznej (Benedykta XVI) prowadzi to do „nadużywania narzędzia, jakim jest ekonomia, w sposób niszczycielski”. Rynek, w praktyce jest „miejscem dominacji silnego nad słabym”. Istnieje poczucie, że wolny rynek pociągnął za sobą ipso facto unicestwienie prawdziwie ludzkich stosunków.

„Rynek może być ukierunkowany negatywnie, nie dlatego, że taka jest jego natura, ale dlatego, że pewna ideologia może mu taki kierunek nadać. Nie istnieje rynek w czystej postaci. Jego kształt jest odbiciem konfiguracji kulturowych, które go określają i wyznaczają mu kierunek”.

Nie będąc ani ekonomistą, ani przedsiębiorcą, chcę zapytać o proponowaną przez Kościół katolicki (a dokładniej przez papieża Benedykta XVI w encyklice Caritas in veritate) „zasadę bezinteresowności”.

Czy ta zasada ma realne szanse w ekonomii?

„Muszą się na rynku otworzyć przestrzenie dla działalności ekonomicznej realizowanej przez podmioty, które w sposób wolny decydują się opierać swoją działalność na zasadach odmiennych od zasady czystego zysku, nie rezygnując jednakże z wytwarzania wartości ekonomicznej. Liczne formy ekonomii, zrodzone z inicjatyw konfesyjnych i niekonfesyjnych, pokazują, że jest to konkretnie możliwe”.

Chodzi tu nie o „trzeci sektor, ale o nową, obszerną, złożoną rzeczywistość, obejmującą sferę prywatną i publiczną, która nie wyklucza zysku, ale uważa go za narzędzie do realizacji celów humanistycznych i społecznych”.
(Fragmenty w cudzysłowie pochodzą z encykliki Benedykta XVI Caritas in veritate).
 

Jednym z przynoszących wysoce negatywne następstwa w życiu społeczno-gospodarczym nieporozumień we współczesnym pojmowaniu ekonomii jest uznanie, że jest ona nauką o zarabianiu pieniędzy, chrematystyką. Jest to groźna nieprawda. Przyjęcie takiej definicji oznaczałoby, że wszelkie działania są dopuszczalne i pożądane, jeśli prowadzą do zysku. Choć kilka minionych dekad dominacji neoliberalizmu jako idei kształtującej życie społeczno-gospodarcze w wielu krajach Zachodu (w znacznym stopniu także w Polsce) sprzyjało, niestety, takiemu właśnie postrzeganiu ekonomii, to jednak rzeczywistość i kryzys globalny są spektakularnym zanegowaniem zasadności takiego podejścia. Są oczywistym zanegowaniem hasła, że „chciwość jest dobra”.
Wielu ekonomistów niepokoi opaczne pojmowanie ekonomii, a zwłaszcza przekładanie tego na praktykę. W roku wybuchu kryzysu globalnego (2008) zwracał na to uwagę m.in. uhonorowany nagrodą im. Alfreda Nobla Edmund Phelps, przypominając, że „Ekonomia nie jest nauką o zarabianiu pieniędzy. To jest nauka o relacjach między gospodarką a życiem społecznym”. Ekonomia jest nauką o ludziach w procesie gospodarowania. Etos natomiast to (według Słownika języka polskiego, PWN) „ogół wartości, norm i wzorów postępowania przyjętych przez daną grupę ludzi”. W tym sensie ekonomia i etos są nierozłączne. W życiu gospodarczym jednak taka rozbieżność niestety występuje.
Odrywanie ekonomii od moralności to w pewnym sensie bezczeszczenie XVIII-wiecznej idei szkockiego myśliciela, filozofa Adama Smitha, uznawanego za ojca ekonomii. Adam Smith bowiem bezwzględnie łączył ideę wolnego rynku z moralnością. Swoje pierwsze dzieło, Teorię uczuć moralnych, traktował jako nieodłączną podstawę rozważań nad naturą i przyczynami bogactwa narodów, czego dotyczyło późniejsze dzieło tego myśliciela. W wolnorynkowej koncepcji neoliberalnej takiej symbiozy zabrakło, co stworzyło „urodzajne” podłoże dla działań nieetycznych, których nasilenie nieuchronnie prowadzi do kryzysu. Spektakularnie potwierdził to kryzys globalny.
Oderwanie ekonomii od moralności skutkuje anomią, która nasila się tym bardziej, im głębsze i szybsze są przemiany w życiu społeczno-gospodarczym. Anomia oznacza sprzeczności, dezorganizację, dezintegrację, chaos niedopasowania występujący w systemie wartości społecznych, w systemie norm i reguł rządzących życiem społecznym i gospodarczym w rozmaitych jego formach. Anomia ma destrukcyjny wpływ na ład społeczno-gospodarczy.
Gospodarka wolnorynkowa wymaga zatem nie tylko mądrego prawa gospodarczego, ale także, a może przede wszystkim, leżącego u podstaw prawa systemu wartości, zasad etyczno-moralnych. Potrzebuje swego rodzaju „dekalogu” rynkowego, uwzględniającego wagę aspektów społecznych i humanitaryzmu, wolności, ale zarazem odpowiedzialności i moralności. Umacnianie takich wartości i ich poszanowanie jest niezbędne jako przeciwwaga dla destrukcyjnej anomii i niemoralności, niezbędne dla kreowania trwałego, harmonijnego rozwoju społeczno-gospodarczego.
 

ETOS CZY EKONOMIA?

To pytanie dotyczące szeroko pojętej kultury pojawiało się przez wieki, chociaż było różnie formułowane w zależności od czasu i miejsca, w których je stawiano.

W tego typu dylematach zdecydowane i jednoznaczne wartościowanie jednego lub drugiego aspektu to pułapka – rozwiązaniem jest zawsze złoty środek, zdrowy i tak samo ważny rozwój obydwu „gałęzi”. Równoległość rozwoju kulturalnego społeczeństwa przy jednoczesnym rozwoju gospodarki kreatywnej.

Dołączyć by można (a nawet powinno się) i trzecią część pytania w całej dyskusji: etos czy ekonomia?… czy polityka?, która nierozerwalnie łączy się z obydwoma problemami. Możemy uważać, że to już jest u nas nieaktualne, ale czy na pewno? Czy cała polityka historyczna, budowa wielu muzeów (historycznych) to jeszcze etos, czy może już czysta polityka?

Mnie jako małemu przedsiębiorcy, mówiąc kolokwialnie „żyjącemu z kultury”, najbliższe powinno być przede wszystkim podejście ekonomiczne. Jednak jeśli w galerii pojawia się ktoś, potencjalny klient i pyta, co mógłbym mu zaoferować z gwarancją zysku – odmawiam sprzedaży. Czy to już etos, czy tylko wentyl bezpieczeństwa?

Ważną kwestią w całej debacie jest jeszcze próba odpowiedzi na pytanie, jak wobec tego zagadnienia wygląda nasza sytuacja w porównaniu z Europą i resztą świata. Czy tam pęd do kultury i sztuki wysokiej jest większy niż do produktu, będącego wytworem tejże kultury, niż u nas?
Czy epatowanie w mediach milionami zagranicznych turystów odwiedzających Kraków przyczynia się w jakiś sposób do wzrostu kultury i zwiększenia liczby odbiorców sztuki w naszym kraju? Czy to już jest przemysł kulturalny, czy normalny clubbing?

 

Prowadzenie panelu

 

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 11.00-12.30
Sala widowiskowa, MOS

  fot. arch. prywatne

Mariusz Wróbel - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

Etos umarł, ekonomia nie żyje. Nadszedł czas TQM

Dotychczasowe kongresy kultury, które przetoczyły się przez Polskę, są żywym dowodem na to, że zarówno etos, jak i ekonomia stały się synonimami wymówek i argumentów w rozgrywkach pomiędzy środowiskami twórczymi a władzą rozdzielającą publiczne pieniądze. W ferworze ogólnopolskiej i regionalnych dyskusji nad stanem i przyszłością polskiej kultury wśród podejmowanych zagadnień dotychczas nie pojawił się termin „jakość”. Poczynając od jakości produkcji, organizacji wydarzeń kulturalnych, poprzez edukację, na kompleksowym zarządzaniu jakością (Total Quality Management – TQM) w tym sektorze kończąc.

Tymczasem w subsektorze przedsiębiorstw kultury jakość od dawna stanowi nie tylko podstawę funkcjonowania biznesu, ale bywa także źródłem sukcesów polskiej kultury i coraz lepszego jej postrzegania w świecie. Równocześnie wypuszczenie kultury na wolnorynkowy samopas nie służy wykorzystaniu jej pełnego potencjału w zakresie produkcji i dystrybucji dzieł wysokiej jakości, adresowanych do wąskich grup odbiorców. Ten problem może rozwiązać stworzenie systemowych narzędzi umożliwiających prywatnym producentom dóbr kultury dofinansowanie ze środków publicznych projektów o znacznych walorach artystycznych. Dysponujemy dowodami, że takie podejście do produkcji w sektorze kultury sprzyja nie tylko ekonomii w kontekście efektywności gospodarki finansowej, ale także upowszechnianiu kultury. Nawet etos jako nośnik wartości i idei wpływający na pozytywne procesy społeczne ma się tutaj nieźle.

Podczas spotkania przedstawię przykłady sukcesów i porażek wynikających z prób wdrażania TQM w samorządowych instytucjach kultury i poddam pod dyskusję propozycje zmian prawnych, organizacyjnych i ekonomicznych stymulujących wdrażanie TQM w sektorze kultury instytucjonalnej i sektorze przedsiębiorstw.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 10/247, p. 2, WBP

  fot. M. Jędrysiak

Małgorzata Szczurek - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

W dzisiejszej Polsce każda sfera życia, włącznie z językiem, jest przesycona myśleniem ekonomicznym. „Inwestujemy” w nieruchomości, sport, kulturę, samorozwój, dzieci, a nawet w związki. Kiedy nie podoba nam się jakiś pomysł, „nie kupujemy” go. Skrajnie pragmatyczne podejście do rzeczywistości sprawia, że myślenie w kategoriach innych niż ekonomiczne uchodzi za naiwny idealizm albo brak zdrowego rozsądku. Jednym z rezultatów radykalnej ekonomizacji życia jest zanik solidarności społecznej i zawężenie pojęcia wspólnoty niemal wyłącznie do własnej rodziny.

Jak w tych warunkach tworzyć i wspierać kulturę? Czy można o kulturze myśleć inaczej niż jako o towarze wprzęgniętym w mechanizm popytu i podaży? Wydawanie książek jest działalnością komercyjną, na szczęście jednak książki to nie tylko produkty, to także nośniki idei, dobra kultury. Działalność małego wydawnictwa mającego status spółki cywilnej, a nie fundacji, jest działalnością stricte gospodarczą. Czy znaczy to, że jest ono skazane na uleganie „nieuchronnym prawom rynku” i czym miałyby one w istocie być?

Proponuję Państwu wyjście poza dualistyczne myślenie, wedle którego wszystko może się tylko opłacać albo nie opłacać, w którym brak ekstensywnego rozwoju oznacza regres, w którym „wszystko ma swoją cenę” i „każdego można kupić”. Proponuję przez chwilę pomyśleć o świecie i kulturze, wykraczając poza kategorie zysku i straty i przestawić się z „trzeźwej kalkulacji” na równie trzeźwe pytanie o sens tego, co się robi.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 9/245, p. 2, WBP

  fot. arch. prywatne

Rafał Kasprzak - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

Relacje pomiędzy ekonomią a kulturą zawsze obarczano licznymi stereotypami. Wśród ekonomistów najbardziej rozpowszechnione są m.in. stwierdzenia, że kultura jest dla gospodarki narodowej kosztem i nie generuje żadnych przychodów, co najczęściej przejawia się w poszukiwaniu oszczędności z nią związanych w budżecie kraju czy regionu. Z kolei twórcy a priori zakładają, że jakiekolwiek formy liczenia i optymalizacji zasobów bezpośrednio doprowadzą do zabójczej dla jakości komercjalizacji i dominacji niskiej jakościowo produkcji. Czy tak jest rzeczywiście? Otóż jak zwykle problem jest skomplikowany i wielowątkowy. Pierwszym i chyba głównym problemem jest w wypadku współpracy tych sfer konieczność zrozumienia sposobu myślenia tej drugiej strony. Jeżeli mówimy o ekonomistach, to muszą oni zrozumieć specyfikę produktów przemysłów kreatywnych oraz związany z nią wysoki poziom ryzyka. Z kolei sfera kultury musi się nauczyć „opakowywania” swoich pomysłów w słowa i określenia zrozumiałe dla ekonomistów. Czy zatem i na jakiej płaszczyźnie jest możliwe wzajemne porozumienie? Rynek nie wymaga automatycznego obniżenia jakości dla produktów kultury. Czy kultura powinna się dostosować do ekonomii, czy może ekonomia powinna się dostosować do kultury? Czy jednak muszą? Może wystarczy wypracować podobne mechanizmy, jakie tworzą się od kilkunastu lat w świecie nauki, w którym coraz więcej mówi się o komercjalizacji wiedzy. Może dzisiaj jest czas na rozpoczęcie rozmowy o komercjalizacji kultury w nowym ujęciu, coraz powszechniejszym w Europie, jakim są przemysły kreatywne i ich oddziaływanie na gospodarkę.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 8/232, p. 2, WBP

  fot. A. Karwiński

Anna Karwińska - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

Etos i ekonomia – czy konflikt jest nieuchronny?

Dyskusja powinna obejmować trzy podstawowe kwestie:

– komercjalizacja i utowarowienie wartości w warunkach współczesnego społeczeństwa

  • korzenie komercjalizacji wartości;
  • zagrożenia związane z komodyfikacją elementów kultury;
  • problem osiągania równowagi między sposobami wykorzystywania materialnych i niematerialnych wytworów kultury w budowaniu gospodarczej przewagi konkurencyjnej na poziomie mikro-, mezo- i makrospołecznym a zachowaniem wolności tworzenia i rozwijania kultury;
  • problem relacji między wartościami kultury – takimi jak np. wolność, sprawiedliwość, honor – a wymogami rynku i wykorzystywaniem tych wartości jako towarów do budowania marki miejsca, przedsiębiorstwa itd.;

– funkcje kultury w życiu społecznym, polityce, gospodarce

  • uwarunkowania kontekstu: globalizacja, uniwersalizacja, wielokulturowość, narastająca permisywność w sferze wartości i praktyk, laicyzacja, nierówności globalne…;
  • potrzeba wspólnych przekonań, wartości, „norm elementarnych” w ramach państwa, społeczeństwa, systemu gospodarczego… (zdolność do wspólnego działania, integracja wokół wspólnych celów);
  • podtrzymywanie ładu społecznego;

– współtworzenie adekwatnej, odpowiadającej na wyzwania współczesności „kultury dla przyszłości”

  • specyfika wzorów kultur prorozwojowych i kultur sprzyjających stagnacji;
  • tworzenie kultury vs tworzenie dyrektyw socjotechnicznych;
  • pojęcie „żywej kultury” i jej znaczenie dla funkcjonowania współczesnych społeczeństw;
  • rola przodowników kulturalnych.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 7/53, p. 0, WBP

  fot. M. Oramus

Stanisław Mazur - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

Kultura czy ekonomia?

  1. Co przemawia za tym, aby wytwory kultury postrzegać w odmienny sposób od tego, w jaki traktuje się dobra i usługi wytwarzane w gospodarce? Dlaczego nie stosować względem nich prawa popytu i podaży?
  1. Kultura i ekonomia – pomimo tego, że mają odrębne wartości konstytutywne, specyficzne cele i kierują się różnymi logikami – są mocno splecione. Czy jest tak dlatego, że wytwarzają one dobra, które wzajemnie warunkują ich rozwój?
  1. Przedsiębiorca (lub dysponent zasobów publicznych) dokonując wymiany przynależących do niego zasobów z twórcami, kieruje się swoimi subiektywnymi preferencjami lub oczekiwaniami tych, których reprezentuje (określa korzystne dla siebie reguły wymiany). Czy istnieją powody, dla których postawę taką można uznać za niewłaściwą?
  1. Czy istnieją racje uzasadniające twierdzenie, że ekonomia uzależniła od siebie kulturę i prowadzi jej łupieżczą eksploatację? Czy nie jest tak, że współczesna ekonomia silnie wspiera kulturę, ponieważ sama nie jest w stanie bez niej się rozwijać? Może kulturę i ekonomię łączą w większej mierze relacje symbiotyczne niż konfliktowe?
  1. Czy istnieją argumenty uzasadniające pogląd, że budowanie rynku kultury wraz z właściwymi dla rynku infrastrukturą instytucjonalną i mechanizmami wymiany prowadzi do jej podległości wobec ekonomii?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 6, p. 3, Arteteka

  fot.  arch. prywatne

Jacek Żakowski - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

W wielkim akademickim szpitalu zobaczyłem ostatnio rozwieszone przez dyrekcję tabliczki ze sloganem „Pacjent naszym pracodawcą”. Jako pacjent od razu poczułem, że coś się tu nie zgadza. Nie czułem się pracodawcą profesora, który mnie operował, ani pielęgniarek, które opiekowały się moim pokrojonym, bezwładnym i zbolałym ciałem. Czy chciałem być dla nich „panem – 2200 na pierwszego”, lub „panem – 7100 na pierwszego”, albo nawet „panem – jakaś część tej kwoty”? Nie chciałem. I się tak nie czułem. Czułem się i chciałem się czuć „panem – oj, boli”, „panem – trzeba pomóc”. Chciałem być podopiecznym, człowiekiem, bliźnim, którym inni się opiekują w potrzebie. Nie chciałem być stroną transakcji. Chciałem być uczestnikiem relacji. Czy to znaczy, że wybierając etos, odrzucałem ekonomię? Tak pewnie by powiedziało wielu prostackich ekonomistów z tzw. szkoły neoklasycznej i wykształconych przez nich menedżerów, którzy wierzą tylko w policzalne transakcje oraz w materialne bodźce i w imię tej wiary beztrosko odrzucają albo lekceważą kulturowy kapitał, na którym opiera się całe społeczeństwo. Także gospodarka.

Dzięki Bogu kultura się jeszcze przed tym barbarzyństwem broni. Ale straty są duże. Bo część ludzi te głupoty kupuje. Mam nadzieję, że nigdy nie trafię do profesora ani do pielęgniarki, którzy w chicagowskie głupoty uwierzą i w kluczowym momencie nie usłyszę od nich: „jaka płaca, taka praca”.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 5, p. 2, Arteteka

  fot. M. Milczarczyk

Łukasz Poniński - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

W produkcji filmowej, podobnie jak w innych dziedzinach sztuki, wartość artystyczna dzieła została sprowadzona do biznesu. Opinia na temat wyższości ekonomii czy etosu zależy od tego, z kim się rozmawia – inwestor będzie patrzył na sprawę przez pryzmat finansów, podczas gdy artysta – z punktu widzenia idei wyższej. Każdy będzie miał swoje racje, niekoniecznie rozumiejąc argumentację drugiej strony.

Jako wytwórnia filmowa jesteśmy pośrodku i musimy łączyć te dwa światy – z jednej strony zapewnić wolność twórczą artystom, a z drugiej strony pamiętać o kwestiach finansowych. Często spotykamy się z sytuacją, w której nasze projekty artystyczne musimy wpisać w „tabelki” zrozumiałe dla potencjalnych inwestorów. Uważam jednak, że kwestie biznesowe nie muszą wpływać negatywnie na poziom artystyczny dzieła. Rolą świadomego wytwórcy kultury i sztuki jest łączenie oraz przekonywanie, że biznes nie ogranicza sztuki. Błędne jest również przekonanie, że masowość dzieła umniejsza jego wartość artystyczną.

Dzisiaj nikt nie podważa wartości i wkładu Rubensa czy Dostojewskiego – oni byli na swój sposób wybitni, szczególnie w swoich czasach, a teraz świetnie się sprzedają. Pytanie: co ze współczesnej twórczości przetrwa? Sztuka Banksy’ego, a może zespół disco polo Weekend z jego szlagierem Ona tańczy dla mnie? I co będzie o tym decydować – liczba „lajków” na Facebooku?

Ostatnio mój znajomy, handlarz sztuką nomen omen, zapytany, ile „kosztuje” dany artysta, odpowiedział: „zależy, kto pyta”… Podsumowując, pozostaje parafraza Henryka Sienkiewicza: jakie społeczeństwo, taki etos… ekonomia.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 4, p. 1, Arteteka

  fot. P. Krawczyk, krakow.pl

Magdalena Sroka - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

Czy wydarzenia kulturalne to produkt? Czy dzięki takiej reklamie produktowej możemy kreować wizerunek i podnosić wartość marki miejsca? Czy rola kultury jako narzędzia promocji i poprawy wizerunku uwłacza artystom i deprecjonuje kulturę? Czy umiemy jeszcze tworzyć mity? Jak i po co kształtujemy zbiorową wyobraźnię? Jak dobrze opowiadać historie? Czy umiemy zarządzać? Czy umiemy tworzyć program działań instytucji kultury? Co jest ważniejsze – wiedzieć, co chce się zrobić, czy wiedzieć, jak zrobić to, co wymyślili inni? Twórca – menedżer – producent:czy jest między nimi konflikt? Czy kulturę się finansuje, czy w kulturę się inwestuje?

Z mojego doświadczenia wynika, że zarówno samorządy, jak i rząd, kształtując budżet, nie kierują się zasadą, że każda złotówka zainwestowana w sferę prawidłowo zarządzanej kultury w skali kraju daje zwrot w postaci kilku złotych. Nie gromadzimy jednak danych i nie prowadzimy aktualnej analizy wpływu na PKB generowanego przez kulturę oraz przemysły kultury. Często zastanawiamy się, czy nie warto byłoby wypracować systemu, który w łatwy sposób pozwalałby na dostęp do danych statystycznych również w odniesieniu do generowanych zysków, a tym samym bardziej precyzyjnie zaplanować strategię INWESTOWANIA w kulturę. Czy to brak determinacji nie pozwala nam dojść do konkretnych propozycji? Jak w świecie wartości intelektualnej i niematerialnej stworzyć system mierników i skutecznie poddać się ewaluacji? I czy tocząc taką dyskusję i wprowadzając implementowane z biznesu modele zarządzania, poprawiamy sytuację w polskiej kulturze, czy tracimy przestrzeń artystycznej wolności?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 3, p. -1, MOS

  fot. T. Wiech

Robert Piaskowski - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

Patrzymy dziś bardziej świadomie na kulturę jako część ekonomii, zdając sobie sprawę z tego, że jest ona warunkiem rozwoju, na równi z pracą, kapitałem, technologiami, jest też niezbędnym warunkiem kreatywności.

Dlatego tak ważne jest tworzenie warunków dla rozwoju kultury, nawet jeśli produkuje dobra wysoce subiektywne i niemierzalne, i jest przestrzenią zupełnie nierynkowego ryzyka.

W samym sercu neoliberalnej rewolucji nowomowa labów, klastrów, startupów mówi bardzo atrakcyjnie o umiejętności generowania, otwartości na innowacje, o cyklach kreacji, produkcji i dystrybucji dóbr oraz usług, które używają kreatywności i kapitału intelektualnego jako podstawowego nakładu. To jednak nie wystarczy. Nawet jeśli usługi artystyczne powstałe na bazie kreatywności niosą z sobą wartości ekonomiczne, nie można mówić o gospodarce bez kultury i bez wartości innych niż monetarne. Nie może być także mowy o kulturze, która nie niesie z sobą rozwoju albo zmiany społecznej. Tylko połączenie kultury, kreatywności, innowacji i wiedzy pozwala zachować równowagę istotną dla rozwoju miast, ich spójności społecznej i wyraźnej tożsamości. Trzeba więc zadawać sobie także i to pytanie: ile etosu – i czym jest etos – w ekonomii?

Musimy się także bardzo strzec jednostronnego wykorzystywania zasobów świata kultury. Miasto jest przestrzenią do reinterpretacji, nie eksploatacji, musimy dbać o jakość kultury i równocześnie stymulować ważną energię, która wypełnia przepaść między przestrzenią prywatną i publiczną, a która to energia nakierowana jest na tworzenie wartości.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 2, p. -1, MOS

  fot. Creative Commons Polska

Alek Tarkowski - spotkanie

ETOS/EKONOMIA

Kultura jak węgiel – czy digitalizacja tworzy nowe łańcuchy wartości?

Technologie cyfrowe otwarły na oścież przestrzeń komunikacji, ułatwiając swobodną ekspresję i wymianę informacji. Są też odpowiedzialne za nagły zalew informacji i treści, który wprowadza naszą kulturę w stan szoku. Instytucje kultury i dziedzictwa przez długi czas funkcjonowały w opóźnieniu do zmian dotykających kulturę popularną. Wraz z digitalizacją ich zbiorów otwierają się zarówno nowe możliwości działania, jak i zagrożenia dla ich misji. Z jednej strony, swobodne dzielenie się zasobami pozwala na nowo angażować w przestrzeni internetu tych użytkowników, którzy dotychczas omijali siedziby organizacji. Z drugiej strony, instytucje boją się utraty kontroli kuratorskiej nad zbiorami, otwarcia się na nieprofesjonalizm odbiorców. A w tle mamy dyskusję o ekonomicznym potencjale digitalizowanych zbiorów – które, niczym „kulturowy węgiel” mogą napędzać nowe usługi i produkty. W wirze przemian pojawiają się pytania: czy cyfrowa kultura faktycznie może być kulturą zaangażowania i uczestnictwa, szanującą jednocześnie etos instytucji dziedzictwa? Czy na zdigitalizowanej kulturze można zarabiać, nie sprzedając jej całkiem korporacji? I wreszcie, czy instytucje te mają adaptować nowe modele działania i komunikacji, czy też być ostoją starych, sprawdzonych norm?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-14.30
sala konferencyjna 1, piętro 1, MOS

 

Panel DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Z udziałem: Jerzego Halbersztadta, Jana Sowy, Jacka Purchli Prowadzenie Michał Olszewski

 

fot. arch. prywatne

Materializowanie dziedzictwa niematerialnego i dematerializacja dziedzictwa materialnego

Współcześnie mamy do czynienia z oboma tymi procesami, o czym przesądzają nowe technologie, ale też dążenie do integracji naszej wiedzy o świecie. W muzealnictwie i działalności wystawowej, podobnie zresztą jak w innych formach działalności kulturalnej, można zaobserwować wysiłki na rzecz uchwycenia i zobrazowania tego, co wykracza poza fizycznie zachowane do naszych czasów reprezentacje świata minionego: kolekcje, zbiory, zabytki nieruchome czy dokumentacje pochodzące z epoki. Reinterpretowanie przeszłości staje się nie tylko dodatkiem do jej poznania w duchu nauki XIX i XX wieku, ale równoprawną formą obcowania z dziedzictwem historycznym ludzkości.

Przedstawię konkretne przykłady takich reinterpretacji głównie z obszaru współczesnego muzealnictwa, ale jest to kwestia znacznie szersza, która wymaga gotowości do zaakceptowania nowej relacji między dziedzictwem materialnym a niematerialnym i odejścia od konserwatywnego rozumienia dziedzictwa niematerialnego, wyrażonego w konwencji UNESCO z 2003 roku o ochronie tego dziedzictwa.

Coraz większa część dorobku ludzkości powstaje i jest przechowywana w postaci niematerialnej. Dzieła często istnieją tylko w wersji cyfrowej, a materialne pierwowzory, nawet gdy taka była kolejność ich powstawania, z czasem nieubłaganie się wykruszają. Nikt nie może zresztą przypuszczać, że dwuwymiarowe zapisy cyfrowe są ostatnim etapem tej swoistej dematerializacji: powstają już zapisy trójwymiarowe, które będzie można odtwarzać i przetwarzać w przestrzeni.

Dziedzictwo niematerialne to sfera świata, która się gwałtownie rozszerza.
© Jerzy Halbersztadt

 

fot. arch. prywatne

Dziedzictwo to interpretacja!

Dziedzictwo kulturowe to proces nieustającej reinterpretacji przeszłości i wykorzystywania jej do współczesnych celów. Tytuł naszej debaty – Dziedzictwo czy interpretacja? – trzeba więc uznać albo za świadomą prowokację ze strony organizatorów  Forum, albo za kolejny dowód na trwałość anachronicznego myślenia o kanonie narodowego dziedzictwa rozumianego poprzez kategorię zabytku jako pomnika historii.

To, co intryguje mnie dzisiaj najbardziej, to nie tylko zmienność naszych współczesnych interpretacji dziedzictwa i ich dynamika, ale także, może przede wszystkim: konflikty pamięci, niepamięć oraz problem dziedzictwa kłopotliwego i dziedzictwa niechcianego. Zwłaszcza dziedzictwo kłopotliwe (dissonant heritage) to szczególny problem Europy Środkowej, gdzie granice polityczne zmieniały się w XX wieku szybciej niż granice kulturowe, a dziedzictwo to przedmiot kontrowersji pomiędzy państwami, narodami, religiami, grupami społecznymi, regionami czy różnymi innymi interesariuszami – to również polskie doświadczenie ostatniego stulecia. Już niepodległość roku 1918 oznaczała nie tylko tworzenie nowej symboliki państwowej, ale i burzenie świadectw obcej dominacji oraz wymazywanie ich z pamięci zbiorowej. Na ile więc i dzisiaj ten szczególny problem naszego myślenia o dziedzictwie kulturowym jest aktualny?
 

fot. arch. prywatne

 

Prowadzenie panelu



 

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 15.30-17.00
Sala widowiskowa, MOS

  fot. A. Woloch

Leszek Jodliński - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Interpretacja dziedzictwa w Polsce stanowi problem o wymiarze cywilizacyjnym. Powstające muzea próbują kreować obraz przeszłości, w której umieszczają treści atrakcyjne (poznawczo) dla współczesnego widza, bliskie jego wrażliwości opartej na przekazie kulturowym i społecznościowym web 2.0. Czy są jednak na taki skok cywilizacyjny przygotowane?

W sporze o to, co jest, a co nie jest dziedzictwem, które chcemy chronić, upowszechniać i użyć na rzecz współczesności, umyka nam z pola widzenia, że decydując o dziedzictwie, tak naprawdę rozstrzygamy o zasobie społecznym i ekonomicznym, który kształtować będzie naszą przyszłość. Mamy tego świadomość?

Czy dziedzictwo i jego interpretacja jest kategorią dynamiczną w Polsce? Tocząca się w Polsce wojna o pamięć to tak naprawdę otwarty konflikt między polityką historyczną państwa a narracją tworzoną społecznie. Muzea i dziedzictwo należą do społeczeństwa? A może jesteśmy zakładnikami monopolu państwowego i sytuacji, w której część dziedzictwa jest nam dana, a inna bezwzględnie odbierana?

Czy dziedzictwo jest atrakcyjnym zasobem politycznym? Czy politycy, wiedząc o tym, że jest, zawłaszczają interpretację dziedzictwa i marginalizują dyskusję na jego temat, by jego kształtowanie, definiowanie nie było procesem otwartym, polem do nowego dialogu społecznego?

Kto wreszcie ma się zajmować interpretowaniem dziedzictwa, generowaniem sfery przychodu ekonomicznego w tej dziedzinie?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 10/247, p. 2, WBP

  fot.  arch. prywatne

Zuzanna Stańska - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Technologie w muzeach i instytucjach kultury, które projektuję i wdrażam na co dzień, zajmują ciekawe, choć moim zdaniem jeszcze nie w pełni wykorzystane miejsce w kontekście interpretacji dziedzictwa. Technologie webowe czy mobilne, a także serwisy społecznościowe w rodzaju Facebooka, Twittera, Instagrama czy Tumblra stają się narzędziami przekazującymi do określonych odbiorców treści tworzone przez instytucje kultury. W dzisiejszych czasach, żeby dotrzeć z informacją do odbiorcy, szczególnie do młodszego pokolenia, nie wystarczy opracowanie katalogu czy umieszczenie na ekspozycji podpisów. Mając przed sobą młodzież wychowaną w dobie internetu i przyzwyczajoną do otrzymywania informacji na żądanie, muzea muszą szukać nowych rozwiązań, wykorzystujących różnorodne media. Ponieważ są to rozwiązania stosunkowo nowe, technologiczno-muzealne projekty skupiają się głównie na opisie i przekazywaniu suchych danych, nie włączając wystarczająco odbiorcy w aktywny i samodzielny proces interpretacji dokonywany za pomocą technologii. Najlepiej wychodzi to w mediach społecznościowych, ze względu na ich usieciowiony charakter, w przypadku aplikacji webowych i mobilnych sprawa ma się dużo gorzej.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 9/245, p. 2, WBP

  fot.  arch. prywatne

Antoni Bartosz - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Dziedzictwo – spotkać osobę!

W powszechnych przekazach o dziedzictwie mało uwagi poświęca się osobom. Nie chodzi o fakty z biografii, ale o to, co stanowi o wielowymiarowości ludzkiego losu – myśli, motywacje, decyzje, odczucia. Naszą uwagę kieruje się ku materii zabytków, charakterystyce kolekcji, kronice wydarzeń. Spojrzenia na osoby brak.

A przecież, mówiąc o dziedzictwie, winno się ukazywać wpierw osoby. To ich postępowanie i losy wykuwały historię.

Kiedy czytam Wyspę klucz Małgorzaty Szejnert, wielka emigracja za chlebem z końca XIX wieku dociera do mnie w dojmujący sposób. Szejnert buduje swoją książkę z sytuacji, dylematów, dramatów, wobec których stawali i emigranci, i urzędnicy. Ogrom pracy, jaki autorka włożyła w budowanie podobnej perspektywy, owocuje w czytelniku współmyśleniem, w jego świadomości pojawiają się osoby – właśnie osoby! – które, choć należą do przeszłości, wkraczają w jego świat. Inaczej też zaczyna rozumieć sprawy przeszłe, jak również dzisiejsze.

Zacząć rozumieć dziedzictwo poprzez doświadczenie ludzi… Niedawno w miejscu publicznym mogłem usłyszeć dokumentalne nagranie Roberta Schumana, mówiącego o marzeniach swojej młodości. Te trzy minuty, lepiej niż tomy rozważań, uświadomiły mi motywacje ludzi, którzy po drugiej wojnie odważyli się myśleć o innej Europie.

Te uwagi wrzucam wpierw do własnego ogródka. Kieruję muzeum, które ma ambicję mówić o człowieku. I sam się chwytam na tym, że kolekcja nieraz nas przytłacza, a ludzie gdzieś w niej znikają.

Jak budować ścieżki dostępu do dziedzictwa osób, zarówno tych znanych, jak i tych niepozornych? To zadanie ryzykowne i trudne. Ale czy stawka nie jest godna tej pracy?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 8/232, p. 2, WBP

  fot. P. Topolski

Ewa Łączyńska-Widz - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Komu wolno?

Moja pierwsza przygoda z tzw. dziedzictwem i wolność w jego interpretacji wzięła się z niewiedzy. Inspiracją do projektu Tarnów. 1000 lat nowoczesności, który zakończył się kilkuletnimi działaniami i wyznaczył tor programowy BWA w Tarnowie, były twórczość Wilhelma Sasnala i Mościce – przemysłowa dzielnica Tarnowa, w której artysta dorastał. Zabierając się za ten temat, nie mieliśmy świadomości, że Mościce to druga, po Gdyni, największa inwestycja II RP. Potem już, gdy zdałam sobie sprawę, z jak ważnym tematem mam do czynienia, było mi trudniej myśleć w nonszalancki sposób. Jednocześnie jestem przekonana, że energia nowych interpretacji wynika głównie z podejścia wolnego od ciężaru historii.

W obszarach dziedzictwa pracowałam z tematami historycznymi (Mościce, Zalipie, tarnowska młodość Tadeusza Kantora, twórczość architekta wizjonera Jana Głuszaka „Dagaramy”, romski Tarnów i żydowska przeszłość tego miasta) przez prezentowanie ich w polu sztuki współczesnej.

Pracy tej towarzyszyły pewne obawy i wątpliwości.

Kiedy się kończy, a kiedy zaczyna?

Pierwsza to granice czasowych obszarów „dziedzictwa”. Jako osobie zainteresowanej sztuką współczesną i komentującej sztukę aktualnie powstającą, okres dwudziestolecia międzywojennego wydawał mi się apogeum przeszłości mogącej połączyć się ze współczesnością, bo już XIX wiek uważałam za prawdziwą prehistorię. Obecnie pracujemy nad wystawą, która łączyć będzie wątki współczesne z siedemnastowiecznymi. Innym, chyba ważniejszym, aspektem ram czasowych jest temat współczesnego dziedzictwa. Kiedy współczesność zaczyna być już historią, którą należy chronić?

Dziedzictwo i interpretacje czy studnie bez dna?

Inna obawa dotyczy wyczerpania tematu. Czy lokalne dziedzictwo to sfera tematów, które mogą się wyczerpać? Czy może są to niekończące się konstelacje – obszar o wiele ciekawszy, bardziej niuansowy i złożony, niż przedstawiają to proste opisy ze szkolnych podręczników do historii? Podobne pytanie dotyczy pól interpretacji. Czy jest jakiś ich kres? Czy i kiedy interpretacja może się stać nadinterpretacją – siłowym działaniem, bez autentyzmu i sensu?

Pojawia się więc paradoks interpretacji wolnej od historii oraz nadinterpretacji mogącej wynikać z braku zrozumienia historycznego kontekstu. Jak działać w tym polu pomiędzy? Pomiędzy wolnością naszej interpretacji dziedzictwa a powinnością wobec działań konkretnych ludzi w pewnych realiach historycznych?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 7/53, p. 0, WBP

  fot. P. Sieraczyński

Bartosz Szydłowski - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

„Te cholerne urażone uczucia…”

Mam nieustające wrażenie, że robi się mnie w konia. Że każde słowo lub opinię, które wypowiem, ktoś ubiera w konteksty niebędące moją intencją. Coraz więcej TABU, coraz wyższe zasieki. Interpretacja, w tym najpiękniejszym, hermeneutycznym znaczeniu, jest procesem afirmacji, rodzi ją pytanie i ciekawość. W księdze naszego dziedzictwa coraz więcej jednak kleksów, wymazywania i dopisywania, coraz mniej rozmowy. Wydaje mi się, że zakłócony został proces wytrącania kamienia mądrości naszej kultury. Zamiast kreatywnego czytania – mamy zawłaszczanie, które zniewala, manipuluje i kłamie. To cynizm, który podcina skrzydła i prowadzi do autocenzury. To synobójstwo – niezrozumiały stygmat naszej polskiej ziemi. Przecież właśnie w zgodzie z tradycją i dziedzictwem naszej cywilizacji rozwój i oczyszczenie uwarunkowane są symbolicznym gestem ojcobójstwa – najzdrowszego procesu inicjacji i dojrzewania – znanego nie tylko kulturze judeochrześcijańskiej, ale także odczytywanego od wieków w mitach ludów ze wszystkich kontynentów. Czy żyjemy w kraju programowego infantylizmu?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 6, p. 3, Arteteka

  fot. arch. MHK

Michał Niezabitowski - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Dziedzictwo ma jednoznaczną wartość wymagającą ochrony i szacunku. Dziedzictwo nie ma jednego znaczenia. Nie jest jednoznaczne. Na tych dwóch biegunach pojawia się sprzeczność i napięcie. Bo aby jakąkolwiek rzeczywistość chronić, trzeba do tego przekonania i determinacji. Gdy jednak nie rozumiemy znaczenia tej rzeczywistości, tego przekonania nam w końcu zabraknie. Jak zatem szukać znaczenia tego, co odziedziczyliśmy z przeszłości? Korzystając z dwóch instrumentów: pamięci i interpretacji. Czy wolno dziedzictwo interpretować? Trzeba! Trzeba, aby je nazwać, do tekstu dodać kontekst, do formy treść. Ale czy interpretacja dziedzictwa mu nie zagraża? Czy nie ma niebezpieczeństwa, że z poziomu interpretacji wejdziemy na ścieżkę manipulacji, na jakiej poruszają się ideolodzy polityki historycznej? Takie niebezpieczeństwo istnieje, interpretacja dziedzictwa wymaga bowiem wyznaczenia granic. Jakie są zatem granice interpretacji? Z pozoru odpowiedź jest prosta. Granice te przekraczamy, gdy bazą dla naszej interpretacji staje się wiedza niezweryfikowana, nieprześwietlona przez okular mędrca, który reprezentuje warsztat naukowy. Szczególne miejsce zajmuje tu muzealnik. Z jednej strony, ten zawód wydaje się w sposób szczególny nacechowany zachowawczością i skostniałym konserwatyzmem, z drugiej, odkrywana coraz powszechniej siła muzealnej wystawy, uzbrojonej w narracyjny i performatywny charakter, jest niezwykle skutecznym narzędziem interpretacji dziedzictwa i negocjowania znaczeń. Jakie zatem granice w swej kreatywności powinien wyznaczyć sobie muzealnik?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 5, p. 2, Arteteka

  fot. A. Widacka

Katarzyna Bik - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Dziedzictwo CZY interpretacja?

A może dziedzictwo TO interpretacja?

Co stanowi, że coś jest albo nie jest dziedzictwem? Związek z historią? Tradycją? Religią? Estetyką? W jakim momencie się staje i kiedy przestaje być dziedzictwem? Czy wartość mają tylko materialne artefakty z przeszłości? Co tak naprawdę wnieśliśmy do światowego dziedzictwa kultury: zabytkowe kościoły drewniane, portrety trumienne, huculskie rzemiosło, styl zakopiański? A może też Young Polish Art (Młodą Sztukę z Polski), twórczość Outsiderów z Nikiforem na czele, Street Art? A co ze współczesnością? Czy prywatne i społeczne rytuały to nie elementy dziedzictwa? Święcenie palm, procesje, pielgrzymki, marsze pamięci, majówki, Rękawka, darcie pierza, zjazdy starych samochodów. Wymieniać dalej?

Może to niekoniecznie światowe dziedzictwo, ale czy mniej ważne, nie cenne? Jak robić, by „dziedzictwo” straciło kwaśny, starczy zapach, a nabrało świeżego, młodego smaku? A może łatwiej byłoby stwierdzić, co nie jest dziedzictwem?

W 2007 roku w pawilonie francuskim podczas 52. Biennale Sztuki w Wenecji francuska artystka Sophie Calle poddała analizie naturę człowieka. Swoją pracę zatytułowała Take care of Yourself. Były to ostatnie słowa pożegnalnego listu od jej wieloletniego kochanka. Porzucona Calle postanowiła uporać się z traumą, powierzając 107 kobietom różnych profesji zinterpretowanie tego listu. Aktorka odegrała jego treść, tancerka – odtańczyła, kucharka przekształciła w potrawę… Artystka ujrzała 107 różnych rozwiązań sytuacji, w której się znalazła. Terapia zamieniła się w sztukę, porzucona kobieta stała się artystką. Skoro sztuka to interpretacja, to dlaczego nie dziedzictwo?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 4, p. 1, Arteteka

  fot. W. Karliński

Janusz Makuch - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Dziedzictwo to ja i nic więcej

Niezależnie od kostiumu epoki, kultury, języka, religii, wszyscy jesteśmy barbarzyńcami w niewoli instynktu zdobywcy. Zrodzeni, by niszczyć i na zgliszczach budować nowe. Nie ma postępu bez herezji, a czyż zachłannie nie dążymy do postępu? Dziedzictwo, czy jak kto chce: Tradycja, jest jak Dekalog. Powołujemy się na przykazania, które nieustannie łamiemy. Więc czym tak naprawdę jest nasze (kogo?!) dziedzictwo, któremu nie umiemy, nie chcemy dochować wierności, a bez którego jesteśmy jak wydrążeni ludzie?

Bądźmy heretykami, bo to uczciwy sposób interpretowania dziedzictwa. Nie dajmy sobie narzucić dziedzictwa w sposób nieodwołalny. Nie ulegajmy historii, ale sami twórzmy własną historię. Heretykami jesteśmy my wszyscy, którzy mając świadomość śmierci, czynimy z naszego życia test dla nieśmiertelności. Czy bycie wyklętym nie zbliża do świętości?

Masz prawo przekraczać płynne granice przynależności plemiennej, religijnej, kulturowej w imię podstawowych wartości, jakimi są wolna wola, umiejętność posługiwania się rozumem, zdolność rozróżniania między dobrem i złem oraz świadomość konsekwencji, jakie niesie z sobą ulotny dar wolności. „Świat – jak mówi Rabbi Nachman z Bracławia – został stworzony ze względu na wybór i na wybierającego”.

Wybieram dziedzictwo pogranicznych światów, by scalić je w sobie na nowo w mój własny, niepodległy, polsko-żydowski świat. Zaś moje życie to nic innego jak interpretacja.

Dziedzictwo to ja. I nic więcej.

A ty…?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 3, p. -1, MOS

  fot. arch. prywatne

o. Bernard Sawicki - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Kultura: alternatywa dla duchowości?

Tak specjalnie prowokacyjne pytanie jest wnioskiem z obserwacji w ostatnim czasie życia klasztorów benedyktyńskich w Europie. Jest ono też syntezą obecnej relacji między kulturą a duchowością. Zautonomizowana kultura coraz wyraźniej oddziela się od duchowych wartości, które ją inspirowały. Sankcjonuje to postępująca sekularyzacja. Świat ducha, odczuwając, że w porównaniu z dyskursem estetycznym jego głos we współczesnym świecie słabnie, coraz bardziej próbuje wspierać się kulturą. W niektórych środowiskach (zwłaszcza benedyktyńskich) staje się to wręcz formą ewangelizacji. Oferowanie osobom dalekim od wiary doświadczenia kulturalnego wywodzącego się z tradycji klasztornej ma zachęcić je do głębszej refleksji i, ostatecznie, odrodzenia doświadczenia religijnego. Nierzadko dzieje się to w alternatywie do niskiej jakości oficjalnych praktyk religijnych. W ten sposób drogi piękna i duchowości rozchodzą się coraz bardziej. Autonomizująca się sztuka coraz bardziej przywłaszcza sobie kompetencje duchowości. Sama określa swe normy, przybiera charakter totalny, wynosząc artystów do rangi proroków czy wręcz mędrców. Czyżby miało to oznaczać konkurowanie piękna ze świętością? „Niedzisiejszość” wartości duchowych? Ideologiczną rewizję historii? A może nowy etap rozwoju ducha – ciemną noc czystej wiary?

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 2, p. -1, MOS

  fot. arch. prywatne

Jan Sowa - spotkanie

DZIEDZICTWO/INTERPRETACJA

Przygnieceni dziedzictwem chcemy oddychać!

Dziedzictwo ma się tak do kultury aktualnej, jak Marksowska praca martwa (kapitał) do pracy żywej – jest jej wyalienowanym złogiem, martwym produktem zakumulowanym na przestrzeni dziejów. Owa martwa kultura, otoczona fetyszystycznym nimbem tradycji, przygniata kulturę żywą, co w Polsce, a zwłaszcza w Krakowie, czuć i widać bardziej niż gdziekolwiek indziej. Automatyczne i bezrefleksyjne łączenie „dziedzictwa” oraz „kultury”, obecne nawet w nazwie odpowiedniego ministerstwa, to próba upudrowania trupa i sprzedania nam pozornej prawdy o niezwykle istotnej dla współczesności misji zachowania kulturowej spuścizny minionych pokoleń. Nic bardziej nie szkodzi żywej kulturze aktualnej niż złowrogi nawis tradycji i dziedzictwa, który ją przygniata i dusi. Z tego też powodu dla kultury aktualnej bardziej korzystne od obsesji zachowania i konserwacji byłoby pozbycie się znacznej części dziedzictwa i tradycji. Nie trzeba oczywiście od razu burzyć pałaców i świątyń – gest stanowiący synekdochę oświeceniowego postępu – jak robili to w XVIII wieku francuscy rewolucjoniści, czy wystrzeliwać kościołów w kosmos, jak pokazał to niedawno artysta Jan Simon w pracy wideo Odlot. Można, co proponowali niektórzy sytuacjoniści, wykorzystać je w wartościowy sposób, przekształcając w ośrodki kultury, świetlice, sale kinowe czy przytułki dla bezdomnych. Zbyt długo interpretowaliśmy dziedzictwo, teraz nadszedł czas, aby się od niego uwolnić!

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 17.15-18.45
sala konferencyjna 1, piętro 1, MOS

 

Panel PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ REGIONALNA/PRZEMYSŁ FILMOWY

“Polski Instytut Sztuki Filmowej i regionalne fundusze filmowe.
Finansowanie kinematografii w Polsce 2005-2014″

“Samorządy a przemysł filmowy – wsparcie jako wybór czy wybór jako wsparcie?”

“Samorządy a przemysł filmowy – wsparcie jako wybór czy wybór jako wsparcie?”

Prowadzenie panelu



Poniedziałek 20 X 2014
godz. 11.15-12.45
Sala kinowa, MOS

 

Panel PRZEDSIĘBIORCZOŚĆ REGIONALNA/PRZEMYSŁ FILMOWY cz. II

“Europejski przemysł audiowizualny. Problemy, wyzwania, doświadczenia” (tłumaczenie symultaniczne z j. angielskiego)

“Okiem producenta – finansowanie produkcji filmowej”

“Okiem producenta – finansowanie produkcji filmowej”

Prowadzenie panelu

 

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 13.00-15.00
Sala kinowa, MOS

 

Panel WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Z udziałem: Mirosława Filiciaka, Zofii Gołubiew, Marii Anny Potockiej, Marka Sowy Prowadzenie: Katarzyna Kubisiowska

 

fot. arch. prywatne

Od dłuższego czasu głoszę tezę, że kultura bezwzględnie wymaga współpracy, a nie konkurencji czy współzawodnictwa. Kultura opiera się na wartościach, a jedną z nich jest zauważanie drugiego człowieka i jego potrzeb, poszanowanie innego; czyli: myślenie o innych i dla innych, a nie o sobie i swojej karierze lub „karierze” swojej instytucji. Służyć temu powinna dobra, twórcza współpraca, a nie „ściganie się”. To szczególnie ważne w czasach ekonomizacji kultury i jej biurokratyzacji oraz postępującego spłycania. Obowiązkiem inteligencji – otoczonej przez morze bylejakości, miernoty, produkcji pod publiczkę – jest „trzymanie się razem” w celu przeciwstawiania się zanikowi wartości, przerywaniu tradycji itp. Współpraca nie oznacza naśladowania, bezkrytycznego stosunku, ale nie jest też wycinaniem konkurentów, dążeniem za wszelką cenę do bycia lepszym. Posłużę się przykładami z Muzeum Narodowego w Krakowie.
Odniosę się do nowych inicjatyw społecznych, do „pokolenia zmiany”.
 

fot. arch. prywatne

Zapewne większość ludzi związanych z polską kulturą odczuwa zmęczenie neoliberalnymi hasłami, których istotną częścią zawsze jest słowo „konkurencja”. Równocześnie jednak stwierdzenie „jasne, że współpraca!” nic nie kosztuje i niewiele oznacza. Różne podmioty konkurują o publiczne środki, polityka państwa od szczebla ministerialnego po decyzje samorządowców sprawia, że preferuje się określone typy działań, zazwyczaj adresowane do specyficznych grup odbiorców. Dlatego początkiem dyskusji na temat „konkurencja czy współpraca?” zawsze musi być pytanie bardziej fundamentalne: czego właściwie oczekujemy od kultury?

Mnie osobiście bliska jest promowana od lat przez Marka Krajewskiego definicja kultury jako „społecznego kleju”, narzędzia tworzenia nowych powiązań w coraz silniej podzielonym społeczeństwie, którego elity, mówiąc o swojej roli, sięgają częściej po hasła takie jak „konkurencja” niż po niesławne Balcerowiczowskie „czułe słówka”, jak choćby „solidarność”. Dlatego współpraca powinna być dla instytucji kultury nie tylko ważnym elementem ich działań, ale też podstawowym tematem. Tyle że to trudne – w języku pracowników kultury często słyszy się o samowykluczeniu, czyli tych osobach, które na koncert czy pokaz ściągnąć trudno. To równocześnie wygodne usprawiedliwienie, by zrobić setną imprezę dla studentów, którzy są odbiorcami wdzięcznymi, a przez to w dużej mierze przez publiczne instytucje kultury „przeinwestowanymi”.

Abstrahując jednak od moich prywatnych poglądów, najważniejsze wydaje się stworzenie przejrzystej wizji polityki kulturalnej – ustalenie jej priorytetów i budowa narzędzi, które wspomogą jej realizację. Konieczne jest ustalenie wskaźników, z których będą rozliczane realizujące politykę instytucje, które powinny wiedzieć, jakich typów działań i w jakich proporcjach się od nich oczekuje – dobrych wskaźników finansowych, tysiąca „lajków” na Facebooku czy realizacji odsetka osób wykluczonych wśród uczestników organizowanych imprez. Za każdym z tych elementów stoi inna racjonalność. Bez zdecydowania się na jedną z nich – albo na kilka w konkretnie wyznaczonych proporcjach – kulturą wciąż będzie rządził przypadek.
 

fot. arch. MOCAK

Współpraca czy konkurencja?
Tak sformułowany tytuł jest ukrytą prowokacją. Opowiedzenie się za współpracą pociąga za sobą wymóg deklaracji, jakiegoś szczegółowego określenia zasad. Opowiedzenie się za konkurencją bywa traktowane jak wypowiedzenie wojny. Najczęściej współpracę deklarują ci, którzy są twardzi i trudni. Często podejmują ją ci, którzy nie mają pomysłów. Współpraca to ciągle jeszcze załatwianie swoich interesów przy użyciu partnera.
Zarówno współpraca, jak i konkurencja mają niebezpieczne ekstrema. Nie opowiadam się za żadnym z nich, chociaż żadnego z nich nie wykluczam. Dostrzegam jeszcze inne, bardzo ważne możliwości. Niekoniecznie pośrednie. Nie ma sensu zmniejszać napięcia przed panelem. Tym bardziej, że problem jest ważny nie tylko z kulturowego, ale również z socjologicznego punktu widzenia. Jako kolejny problem polski.


 

 

Prowadzenie panelu






Wtorek 21 X 2014
godz. 09.30-11.00
Sala widowiskowa, MOS

  fot. G. Makara

Joanna Talewicz-Kwiatkowska - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Romowie w Polsce to około trzydziestotysięczna społeczność, której członkowie najliczniej zamieszkują Małopolskę. Pomimo iż w naszym kraju obecni są od kilkuset lat, wciąż budzą ambiwalentne uczucia. Z jednej strony zadziwiają i fascynują swoją kulturową odmiennością, z drugiej zaś budzą strach i pogardę ze względu na często odmienny tryb życia. Stereotypy i mity na ich temat mają długą historię, a o Romach i ich kulturze Polacy wciąż wiedzą niewiele. To między innymi dlatego coraz częściej słyszy się opinie, że „w dzisiejszych czasach opłaca się być Romem”. Powszechne przekonanie, że dostają pieniądze za pochodzenie, negatywnie wpływa na i tak trudne relacje z większością. Bezrobotni, niewykształceni i sprawiający problemy – tak często się o nich mówi. Wobec wielu problemów społecznych debata o Romach schodzi na drugi plan, a w zasadzie w ogóle jej nie ma. Co zatem zrobić, żeby zmienić tę sytuację? Wdrażane od ponad dziesięciu lat programy adresowane do Romów nie działają. Co jest tego przyczyną? Bierność i niechęć do współpracy ze strony Romów czy nieadekwatne do norm kultury grup romskich działania? A co z kulturą? Czy programy, które mają pomóc we wzajemnym zbliżeniu i tym samym w integracji Romów, dają taką możliwość? A może ich celem jest dostosowanie Romów do życia zgodnego z zasadami obowiązującymi wśród nie-Romów? I wreszcie, czy sytuację tę można określić współczesnym kolonializmem? Bo przecież my (większość) wiemy lepiej. Być może prawdą jest stwierdzenie, że mniejszość przestaje być problemem, kiedy staje się większością…

Zapraszam do dyskusji.

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 10/247, p. 2, WBP

  fot. arch. prywatne

Łukasz Gaweł - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Rynek kultury bywa przedstawiany jako harmonijnie współistniejąca struktura, której celem nadrzędnym jest dążenie do wspólnego dobra. Częste są odwołania do klasyków myśli kulturoznawczej, mówiących, że kultura ze swej natury jest wolna od skaz i nieczystości charakterystycznych dla innych obszarów ludzkiej aktywności, przede wszystkim dlatego, że wynika z nieutylitarnych pobudek działania („Kultura to zespół wartości duchowych realizowanych w przeżyciach jednostek dla celów nieutylitarnych w dziedzinach literatury, sztuki, teatru, filmu, muzyki i filozofii jako sztuki myślenia” – Alfred Weber). Tymczasem kultura nigdy nie była zjawiskiem jednorodnym. W tym samym czasie działali obok siebie nonkonformiści, dla których nienaruszalną wartością była całkowita swoboda twórcza, i oportuniści, gotowi pójść na każdy kompromis, pod warunkiem, że przyniesie on wymierny zysk finansowy.

Kulturą rządzą pieniądz i konkurencja, podlega ona tym samym mechanizmom rynkowym co wszystkie gałęzie działalności wytwórczej i usługowej. Brak akceptacji tego stanu rzeczy w najlepszym razie prowadzi do alienacji. Dlatego tak ważne jest szukanie porozumienia z odbiorcą, przy jednoczesnym zachowaniu autonomii twórczej. Jest to szczególnie ważne w przypadku działalności finansowanej ze środków publicznych. Trudno znaleźć bardziej ekstrawagancki sposób marnotrawienia przestrzeni niż pusta sala muzealna. Spektakl teatralny bez widza nie ma sensu, podobnie jak koncert, którego nikt nie chce słuchać. Czy możliwe jest jednak zarysowanie wyraźnej granicy opłacalności działań twórczych? Czy myślenie w tych kategoriach jest w ogóle dopuszczalne w obszarze kultury?

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 9/245, p. 2, WBP

  fot. B. Mizera, Stowarzyszenie FIL

Waldemar Jan - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Przez wiele lat mojej pracy towarzyszył mi cytat z Marka Twaina: „Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. Podróżuj, śnij, odkrywaj”. Po latach wpatrywania się w drzwi z nabazgraną złotą myślą coś zaskoczyło i cuma się zsunęła. Wpadłem w wir aktywizowania, integrowania, organizowania, diagnozowania, mediowania, moderowania… Nic nie miało swoich dotychczasowych ram. Nagle tak wiele zaczęło zależeć ode mnie i jednocześnie od wszystkich tych osób, które zaczęły mnie otaczać. Zaczęła się dokonywać zmiana, której siłą była różnorodność – ludzi, idei, metod. Trwająca już wiele lat podróż przez zmieniający się Nikiszowiec wciąż zaskakuje nowymi doświadczeniami i dylematami.
O roli animatora – działam w tle, nie afiszuję się ze swoimi kompetencjami, dzielę się i oddaję „uczniom” całego siebie? Czy tak??
O szczerości – działam, zmieniam – dla kogo? Dla społeczności, dla siebie, własnej potrzeby bycia sprawczym?
O idei – czy mając tylko ją, przetrwam podróż i dotrę do celu?
O współpracy i konkurencji – co na to społeczność, z którą pracuję? Czy to tylko mój dylemat, czy może nasz wspólny?
O kulturze – kim dla niej jestem, czy w ogóle jestem i czy ona jest dla mnie?
O zmianie – czy oni wszyscy są mi naprawdę potrzebni, czy wystarczę ja sam?

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 8/232, p. 2, WBP

  fot. M. Dąbrowski, B. Kwiecińska

Beata Kwiecińska/Maciek Dąbrowski - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Jesz mięso czy warzywa? Jeździsz na rowerze czy na rolkach? Jesteś czarny czy biały, a może żółty? Oglądasz seriale czy może w tym czasie czytasz Koszmar partycypacji? Masz szerokie czy wąskie spodnie? Gruby czy cienki portfel? Urodziłeś się w mieście czy na wsi? Wierzysz w coś czy nie wierzysz? W kasku czy bez kasku? Czy jedna sztuka to sztuka? Uczestniczysz czy partycypujesz? Robisz to razem czy kooperujesz? Limeryki czy haiku? Dom czy kultury? Dla wszystkich czy dla nikogo? To ciekawe czy nieciekawe? Współpracujesz czy konkurujesz? Amatorsko czy profesjonalnie? To możliwe czy niemożliwe? Jeżeli te pytania dotyczą lub nie dotyczą Ciebie – zapraszamy do rozmowy. O domu kultury.

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 7/53, p. 0, WBP

  fot. arch. prywatne

Agata Wąsowska-Pawlik - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Współpraca czy konkurencja – to jedno z wyzwań, przed którym stoją pracownicy sektora kultury. W związku z profesjonalizacją sektora w działalności kulturalnej pojawiły się pojęcia takie jak „wizerunek”, „marketing”, „sprzedaż”, a także „konkurencja” – zaczerpnięte wprost z sektora biznesu. Istotą działań kulturalnych nie jest jednak czerpanie zysków, a w związku z tym konkurowanie na rynku usług kulturalnych w jakimś sensie zaprzecza podstawowej misji działalności kulturalnej, jaką jest umożliwienie odbiorcom wyjątkowego i unikatowego doświadczenia artystycznego lub/i intelektualnego. Czy pracownicy sektora kultury powinni poddawać się presji parametryzacji działań i „walki” o odbiorców, których grono kurczy się, w szczególności wobec braku szkolnej edukacji artystycznej? Jak należy działać, aby wartości ekonomiczne wypracowane przez sferę kultury nie decydowały o rodzaju jej aktywności? Jaka współpraca w warunkach konkurencji jest możliwa?

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 6, p. 3, Arteteka

  fot. arch. Industriady, Województwo Śląskie

Adam Hajduga - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

W przekonaniu wielu, jakakolwiek sieć współpracy obiektów dziedzictwa kulturowego jest wyłącznie po to, by „dawać”. Jej istotą jest dostarczanie jak największej liczby korzyści poszczególnym jej członkom, bo przecież „nam się należy”. Nierzadkie są postawy „lepiej dajcie te pieniądze bezpośrednio obiektowi, my będziemy wiedzieli, jak je u nas wydać”, „u nich było czterech dziennikarzy, a u mnie tylko dwóch”, „nas zawsze pomijacie”. Współpraca istnieje do momentu, gdy „mój” obiekt też uczestniczy w podziale korzyści. Jeśli nie, to pozostaje konkurencja, a sieć staje się zbędna. A może rezultaty współpracy w sieci są wprost proporcjonalne do skali zaangażowania w jej funkcjonowanie? Może liczy się przede wszystkim efekt synergii? Jest przecież tyle „za”: większa publiczność, większa przejrzystość przekazu, większe zainteresowanie mediów, więcej korzyści dla potencjalnych sponsorów, niższe koszty przy wielokrotnym zlecaniu usługi, większa skuteczność oddziaływania przekazów promocyjnych. Same korzyści? Zatem dlaczego tak trudno jest działać w sieci? Może dlatego, że to zwykle nie sieć płaci za pracę, a obiekt, który zatrudnia. „No, ale że za darmo mam się angażować? Bez żartów. Wymaga i oczekuje ten, kto płaci. Niech siecią zajmują się ci, co ją wymyślili, w końcu to im zależy na sukcesie”. Pozostaje też zasadnicze pytanie: czy w czasach panekonomizmu, ekonomii traktowanej jako nowa religia, gdzie dominuje optymalizacja i wszystko musi się opłacać, kooperacja oparta nie tylko na zysku czy skuteczności przedsięwzięć, ale przede wszystkim na dobrowolności partycypacji, ma w ogóle rację bytu?

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 5, p. 2, Arteteka

  fot. arch. prywatne

Ewa Zbroja - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Kultura coraz częściej jest traktowana jako spoiwo w budowaniu potencjału społecznego oraz społeczności kreatywnej, tolerancyjnej i otwartej na zmiany. Równocześnie, w dużych miastach oraz małych miasteczkach, wzrasta liczba podmiotów angażujących się w jej rozwój. Pojawiają się nowe inicjatywy i formy aktywności kulturalnej, rozszerzają się możliwości wyboru. Z jednej strony mapa aktywności kulturalnej nabiera kolorów, z drugiej dzisiejsza sytuacja ekonomiczna nie pozwala przewidzieć przyszłości żadnego z podmiotów, zagwarantować im sukcesów i długofalowego funkcjonowania. Taki stan wymusza budowanie nowych relacji i koncentrację wysiłków na utrzymaniu wspólnych korzyści oraz synergii. Zmienia się rola dotychczasowej konkurencji w obszarze kultury. Powstają lokalne i regionalne sieci współpracy.

Jak budować nowe relacje, by służyły rozwojowi kultury? Czym dla rozwoju kultury jest konkurencja? Jak działać, by konkurencja sprzyjała rozwojowi kultury? Czym jest współpraca kulturalna? Jakie są jej rodzaje? Czy podmioty kultury mogą konkurować i współpracować jednocześnie? Jakie warunki muszą być spełnione, by współpraca była efektywna i dawała szansę rozwoju zaangażowanym w nią podmiotom, a jednocześnie stwarzała szansę rozwoju kultury w danej społeczności czy regionie?

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 4, p. 1, Arteteka

  fot. arch. Towarzystwa Inicjatyw Twórczych "ę"

Marta Białek-Graczyk - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Kulturalna NGO: instrukcja obsługi dla odważnych
Czy poprawiając po raz kolejny raport finansowy dla samorządu, zastanawialiście się, czy kiedykolwiek Wasze spektakle, wystawy, działania będą przez urzędników tak chętnie oglądane jak Wasze faktury? Czy będąc organizacją, mieliście kiedykolwiek poczucie dziwnego déjà vu, oglądając pomysły na projekty innych organizacji z Waszej okolicy? Czy głowiliście się nad tym, jak jeszcze zadowolić Waszego partnera biznesowego, nie czując przy tym, że idziecie na „zgniły kompromis”?
A może, pracując, złościliście się na organizacje pozarządowe i bałaganiarstwo w dokumentacji? Prosiliście organizacje o rzetelne dane na temat ich działania dla Waszej firmy i nie mogliście ich otrzymać…
Do szczerej rozmowy zapraszam kulturalne organizacje pozarządowe, ale także (koniecznie!) tych, którzy próbują z nimi współpracować (albo im się to udaje, a może już nie chcą). Co zrobić, żeby autentyczna współpraca między organizacjami pozarządowymi a innymi organizacjami, biznesem, instytucjami kultury czy samorządem była możliwa? Nie będzie to grupa wsparcia (choć może trochę), ale forum do podzielenia się lekcjami wyciągniętymi z trudnych doświadczeń współpracy i kreatywnymi rozwiązaniami.
Wspólnie spróbujemy stworzyć mały kodeks dobrej współpracy z organizacjami kulturalnymi. „Instrukcję obsługi kulturalnej NGO” dla odważnych, którzy jednak chcą podjąć ryzyko współpracy z organizacjami pozarządowymi.

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 3, p. -1, MOS

  fot. P. Bekas, Materiały Teatru Ochoty

Joanna Nawrocka - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

W języku polskim jest wiele powiedzeń, które zniechęcają do współpracy i inicjatywy: „Dobry zwyczaj – nie pożyczaj”; „Mówiły jaskółki, że niedobre są spółki”; „Jedenaste: nie wychylaj się”; „Umiesz liczyć? Licz na siebie”; „Pracuj, pracuj, a garb ci sam wyrośnie”. Jesteśmy narodem nieufnym, podejrzliwym, radującym się z cudzych nieszczęść, przekonanym, że bliźni będą wobec nas nieuczciwi. Wiemy, skąd się wzięły te cechy (okrutna historia), ale – niestety – jesteśmy z nich jakby dumni. Język ujawnia, określa i kształtuje naszą świadomość.
Można też wierzyć w inne prawdy. Współpraca przynosi więcej korzyści niż bezwzględny wyścig na wyniki. Zysk konkurenta nie musi być moją stratą. Można nie bać się tego, że uznają nas za naiwnych. Można nie bać się przegranej, wykorzystania, oszustwa. Można osiągnąć cel – zbudować skuteczną sieć współpracy. Czego nam potrzeba? Moim zdaniem – nowego języka, dobrego planowania, jasnych umów, przestrzegania zasad, umiejętności uczenia się; ale także odwagi bycia liderem, zaufania, wytrwałości. Jakie przeszkody stoją jeszcze na drodze do budowania współpracy? Jakich narzędzi potrzebujemy, by ją budować?

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 2, p. -1, MOS

  fot. arch. Bęc Zmiana

Bogna Świątkowska - spotkanie

WSPÓŁPRACA/KONKURENCJA

Organizacje pozarządowe i instytucje kulturalne współpracują zawsze, kiedy, samodzielnie lub we współpracy, pracują na rzecz wytwarzania kultury – konkurują z sobą zawsze, kiedy muszą walczyć o budżety. Konkurują nie tylko o pieniądze (zawsze za małe), ale też o publiczność, o jej uwagę, o zainteresowanie mediów, o artystów, których zapraszają do współpracy, o jak największe uznanie, widoczność, prestiż, pozycję. W ogóle waleczność, nie tylko umiejętność skutecznego konkurowania, jest cnotą pielęgnowaną w kulturze – bez walki nie ma wysokich lotów, stabilności finansowej, niezależności twórczej. Nie słyszałam natomiast o przypadku rywalizowania z sobą różnych jednostek samorządowych o to, która z nich dofinansuje jakąś instytucję kulturalną lub wydarzenie w sposób, który lepiej pozwoli jej zrealizować plany, ani o próbach „podkupienia” teatru finansowanego z budżetu ministra przez powiedzmy prezydenta miasta. A szkoda. Z takiej konkurencji mogłoby sporo dobra dla kultury wyniknąć.

Wtorek 21 X 2014
godz. 11.15-12.45
sala konferencyjna 1, piętro 1, MOS

 

Sesja podsumowująca

Z udziałem: Anny E. Dziedzic, Katarzyny Kubisiowskiej, Łukasza Gazura, Magdaleny Sroki
Moderatorami będą Justyna Nowicka z Radia Kraków oraz Krzysztof Markiel, Dyrektor Departamentu Kultury i Dziedzictwa Narodowego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Małopolskiego

Wtorek 21 X 2014
godz. 13.45-16.15
Sala widowiskowa, MOS

 

Wieczór Filmowy

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE

Podczas wieczoru filmowego zapraszamy do obejrzenia dwóch filmów animowanych i dwóch dokumentów.

Cargo (reż. Sławomir Mateja, Tomasz Bochniak) – film animowany
Fundacja Korporacja HA!ART 2014
15 min

Mała dziewczynka uczy się pisać w elementarzu. Każda nowa strona książki wprowadza ją w prawdę o świecie, w którym żyje. Na początku jest to świat idylliczny, podręcznikowy. Jednak idylla nie trwa długo. Prawdę o tym ziemskim raju poznajemy w momencie, kiedy dziewczynka zaczyna bawić się lalkami. Jej podświadomość wyrzuca tłumione treści i projektuje „własny” elementarz. Strony podręcznika zostają wypełnione światem rozpadu i patologii. Wszyscy członkowie upadłego społeczeństwa są sfrustrowani i czekają na wybawienie. Jednak projekcja dziewczynki to nie tylko rejestracja mrocznego faktu, ale i próba znalezienia rozwiązania.

Penderecki. Droga przez labirynt (reż. Anna Schmidt) – film dokumentalny
Bow and Axe Entertainment 2013
87 min

Jak mówi reżyserka filmu Anna Schmidt, Droga przez labirynt nie jest dokumentem biograficznym. To raczej próba zbadania różnych pasji człowieka: muzyki, botaniki, filozofii, rodziny. To osobisty, intymny i zabawny portret, który oferuje niezwykłą możliwość wglądu w świat człowieka, którego muzyczne i towarzyskie powiązania łączą Wschód z Zachodem, tradycję z nowoczesnością. Kamera zabiera nas w podróż przez rok życia muzyka, rok poprzedzający okrągłą rocznicę jego urodzin. Podążamy za Pendereckim w drodze z Krakowa do Monachium, z Wiednia do Lipska, widzimy go przy różnych okazjach w jego wiejskiej posiadłości w Lusławicach. Przez cały film kompozytor snuje refleksje nad błyskawicznym początkiem swej kariery, nieoczekiwanymi punktami zwrotnymi w swoim życiu i odkrywczymi ideami. Spotykamy artystów, z którymi łączą go bliskie profesjonalne więzi, rozmawiamy z jego przyjaciółmi i członkami jego rodziny. Myśli, dialogi, fragmenty jego muzyki i ścieżek dźwiękowych filmów, spotkania i naturalne środowisko życia – to wszystko zagęszcza się, tworząc fascynujący, wielowymiarowy i wielowarstwowy portret.

TOTO (reż. Zbigniew Czapla) – film animowany
Tomasz Wolf Warsztat Filmowy 2013
12 min

Impresyjny i zarazem głęboko refleksyjny kalejdoskop zdarzeń. Uniwersalna opowieść o dziecięcych marzeniach, złudzeniach oraz utracie tożsamości. Historia wrażliwego chłopca uwiedzionego przez cynicznego „Mistrza”, kolekcjonera kluczy. Chłopiec w wyniku zaistniałych zdarzeń gubi powrotną drogę do domu i żyje w świecie równoległym. Matka podejmuje rozpaczliwe próby poszukiwania syna.
Film nagrodzony na Festiwalu Filmów Krótkometrażowych KLIK! Amsterdam, na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym Message to Man w Petersburgu i na Międzynarodowym Festiwalu Filmów Dokumentalnych i Krótkometrażowych w Ismailii w 2013 r.

Lekarze (reż. Tomasz Wolski) – film dokumentalny
KIJORA Anna Gawlita 2011
82 min

Film Tomasza Wolskiego opowiada, co dzieje się za zamkniętymi drzwiami sal operacyjnych, gabinetów zabiegowych i pokoi, w których odbywają się specjalistyczne konsultacje medyczne. Kamera podgląda codzienną pracę kardiochirurgów, kardiologów oraz torakochirurgów, obowiązującą między nimi hierarchię, konieczność podejmowania ważnych decyzji, borykanie się z ekonomicznymi problemami. W ich pracy, pomimo wiedzy i doświadczenia, zdarzają się również momenty zaskakujące.
Film zdobył Grand Prix w sekcji pełnometrażowych dokumentów festiwalu Plus Camerimage oraz wyróżnienie w międzynarodowym konkursie dokumentalnym Krakowskiego Festiwalu Filmowego w 2011 r.

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 19.15-22.50
Sala kinowa, MOS

 

Klub Forum w Pauza In Garden

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE

Wszystkich uczestników Forum zapraszamy do kawiarni Pauza In Garden, która wieczorem pierwszego dnia Forum zamieni się w Rajski klub, działający do ostatniego gościa.

Zachęcamy również do obejrzenia wystawy Kobiecość i męska siła w mozaice (wystawa czynna 2.10–2.11.2014). Swoje dzieła zaprezentują artyści z zespołów Renbar Mosaics i Pracownia Lubosza Karwata. Organizatorem wystawy jest Fundacja Art for You.

 

moz2SONY DSC

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 19.15-02.00
Pauza In Garden, MOS

 

Koncert kapeli Muzykanci

WYDARZENIE TOWARZYSZĄCE

W czasie spotkania z Muzykantami będą mogli Państwo doświadczyć fenomenu, jakim jest kultura tradycyjna.
Koncert kapeli Muzykanci to podróż w czasie i przestrzeni: śladami wiejskich grajków, cygańskich taborów i klezmerskich orkiestr. Posłuchajcie, zaśpiewajcie, zatańczcie z nami.

Joanna i Jan Słowińscy
Alicja i Jacek Hałasowie
[Muzykanci]

MUZYKANCI: jeden z najciekawszych zespołów polskiej sceny folkowej. Grupa doceniona przez krytyków i publiczność. Laureaci wielu prestiżowych nagród (m.in. Grand Prix konkursu Polskiego Radia Nowa Tradycja, Grand Prix festiwalu Euro Folk).
Muzykanci mają za sobą liczne nagrania dla Polskiego Radia, Telewizji Polskiej i innych europejskich nadawców. Wydawnictwa płytowe zespołu, jak i solowe dokonania artystów, zostały docenione w ramach festiwalu Polskiego Radia Nowa Tradycja prestiżowym tytułem Folkowy Fonogram Roku (Muzykanci, Zegar bije, Live in Alchemia, Możesz być).
Grupa inspiruje się muzyką łemkowską, węgierską, bałkańską, cygańską i żydowską, ma w repertuarze pieśni tradycyjne z niemal wszystkich zakątków Polski. Na unikatowe brzmienie zespołu wpływa niezwykłe zestrojenie wielogłosu i wirtuozerskie korzystanie z wielu tradycyjnych instrumentów akustycznych.
W ostatnich miesiącach zespół koncertował na renomowanych festiwalach etno i world music: Nowa Tradycja (Warszawa), Rozstaje (Kraków), Brave Festival (Wrocław), Ethno Port (Poznań).

Poniedziałek 20 X 2014
godz. 19.15-20.30
Sala widowiskowa, MOS